Zaloguj się Załóż konto
>

„Nie chcemy tu więcej Anglików” – walijska wieś w centrum ostrego sporu o przeprowadzki i język walijski

Malownicze Aberffraw na Anglesey znalazło się w centrum gorącej debaty o napływie Anglików i wpływie na lokalną społeczność.


„Nie chcemy tu więcej Anglików” – walijska wieś w centrum ostrego sporu o przeprowadzki i język walijskiAberffraw, jedna z najbardziej urokliwych wsi na wyspie Anglesey, od kilku dni stoi w centrum emocjonalnej, miejscami bardzo ostrej dyskusji - podaje Mail Online.

Spór wybuchł po tym, jak część radnych z ramienia Plaid Cymru zasugerowała, że do wioski trafiają Anglicy korzystający z nieformalnych wymian mieszkań za pośrednictwem Facebooka.

Radni twierdzą, że takie praktyki mają prowadzić do pustostanów i wpływać na osłabienie języka walijskiego, który w tej części kraju jest podstawą lokalnej tożsamości.

Dla wielu mieszkańców te słowa były szokiem. Jedni mówią o „niepotrzebnym podsycaniu uprzedzeń”, inni przyznają, że napięcia rzeczywiście narastają, zwłaszcza w kontekście rosnącej liczby drugich domów kupowanych przez zamożnych Anglików.

Sprawa nie dotyczy tylko jednej wsi – podobne dyskusje trwają w całej Walii, gdzie turystyka i migracje z Anglii coraz częściej zderzają się z obawami o zachowanie języka i dostępność mieszkań dla lokalnych rodzin.


Rosnące napięcia w sprawie mieszkań – lokalni mieszkańcy podzieleni

Zarzuty radnych sprowadzały się do twierdzenia, że osoby mieszkające w angielskich mieszkaniach komunalnych wymieniają się lokalami z mieszkańcami Walii, aby przenieść się do atrakcyjnej, turystycznej miejscowości nad morzem.

Radny Arfon Wyn twierdził, że takie praktyki prowadzą do pustych domów, a ich skala ma wpływać na sytuację rodzin oczekujących na mieszkania socjalne.

Zobacz też:


Słowa o rzekomych przeprowadzkach spotkały się z ostrą reakcją części mieszkańców. Wielu z nich podkreśla, że podobne wymiany zazwyczaj odbywają się między różnymi regionami Walii, a nie między Anglią a Anglesey.

Jean Owen, 64-letnia mieszkanka, podkreśliła, że zna osoby, które przeprowadziły się do Aberffraw korzystając z takiej wymiany, ale wszystkie pochodziły z innych części Walii. Jej zdaniem stawianie Anglików w centrum oskarżeń jest „niesprawiedliwe i krzywdzące”. Jednocześnie przyznaje, że wśród części mieszkańców słychać narzekania na „zbyt dużą liczbę Anglików”.

„Nie czujemy, że jesteśmy w Walii” – głosy o wpływie drugich domów

Spośród osób popierających radnych najgłośniej słychać narzekania na rosnącą liczbę drugich domów.

Wielu Walijczyków podkreśla, że Anglicy kupują nadmorskie nieruchomości za kwoty, które dla lokalnych rodzin są nieosiągalne.


Powoduje to wzrost cen i odpływ młodych mieszkańców, szczególnie z mniejszych miejscowości zależnych od turystyki.

Dog walker Emlyn Jones przyznał, że jego zdaniem w niektórych częściach Anglesey „nie czuć już Walii”. Uważa, że wzrost cen nieruchomości jest bezpośrednim skutkiem przeprowadzek z Anglii.

Władze Anglesey już wcześniej podejmowały działania, by ograniczyć liczbę drugich domów. Wprowadzono m.in. znacznie wyższy podatek dla właścicieli, których nieruchomości są użytkowane krócej niż 182 dni w roku.

To właśnie Plaid Cymru, kontrolująca lokalną radę, poparła regulacje mające – zdaniem zwolenników – chronić rynek mieszkaniowy i język walijski.

Mieszkańcy, którzy przeprowadzili się z Anglii, czują się mile widziani

Wśród osób, które pojawiły się w Aberffraw w ostatnich latach, wielu twierdzi, że nigdy nie spotkało się z niechęcią. 77-letni James Todd, który przyjechał z Manchesteru, przyznaje, że jego walijscy sąsiedzi są otwarci i życzliwi, a lokalna społeczność przyjęła go serdecznie.

Podobne opinie wyraża Rodney Fox, 78-letni emerytowany kierowca ciężarówki z Bradford. Jego zdaniem cała dyskusja o masowych wymianach mieszkań jest „kompletną bzdurą”, a większość osób szukających zamiany mieszka nadal w granicach samego Anglesey.

Turystyka jako podstawa lokalnej gospodarki

Dla Anglesey turystyka jest kluczowa – statystyki pokazują, że aż jedna piąta pracujących ma zatrudnienie w branży turystycznej. Szacuje się, że wyspę odwiedza nawet dwa miliony turystów rocznie, z czego większość z Anglii.

Lokalni przedsiębiorcy i mieszkańcy podkreślają, że bez tej grupy wiele małych biznesów po prostu by nie przetrwało. W samym Aberffraw letnie pobyty potrafią kosztować ponad 1000 GBP za noc, co czyni miejscowość jednym z bardziej luksusowych punktów na mapie północno-zachodniej Walii.

Julie Jones, 60-letnia walijskojęzyczna pracownica jedynego sklepu we wsi, zauważa, że wielu Anglików stara się uczyć podstaw walijskiego. Jak mówi, to ważny gest pokazujący szacunek dla lokalnej kultury. Dla niej nieporozumienia wokół przeprowadzek to głównie efekt „szukania sensacji”.

Coraz częstsze incydenty i mocne emocje w Walii

Choć w Aberffraw wielu mieszkańców uważa słowa radnych za przesadzone, napięcia między częścią społeczności a przyjezdnymi nie są nowym zjawiskiem.

W ostatnich latach w różnych częściach Walii dochodziło do aktów wandalizmu oraz ostrych protestów wymierzonych w właścicieli drugich domów i popularne platformy wynajmu.

W okolicy Llyn Padarn przy Jeziorze Llanberis pojawiły się w sierpniu naklejki przedstawiające płonący dom z hasłem „F*** your second home” czy „Death to Airbnb”. To obrazy nawiązujące do radykalnych, historycznych działań Meibion Glyndŵr – grupy odpowiedzialnej za podpalenia domów letniskowych w latach 80. i 90.

Głośnym echem odbił się też zeszłoroczny incydent, kiedy siedem kobiet z Lancashire opowiadało o niemiłych komentarzach i braku obsługi w pubach podczas pobytu w Llanberis. Zdarzenie to było szeroko komentowane jako przykład narastających napięć na tle narodowym.

-
 
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Czytaj poprzedni artykuł:
Brytyjskie lotnisko zamyka terminal. Co to oznacza dla podróżnych?
 Czytaj następny artykuł:
Wielka Brytania przygotowuje się na „śnieżną bombę”. Prognozy wskazują nawet 34 cm śniegu