Zaloguj się Załóż konto

Wielka Brytania wróci do UE? Były szef Rady Europejskiej mówi o warunkach rozmów

Wielka Brytania wróci do UE? Były szef Rady Europejskiej mówi o warunkach rozmów

Europa jest gotowa rozmawiać o odwróceniu brexitu — ocenia Charles Michel. Najpierw jednak Wielka Brytania musi jasno określić swoje oczekiwania.

Debata o przyszłości Wielkiej Brytanii poza Unią Europejską nabiera tempa.

Wypowiedzi premiera Andy’ego Burnhama otworzyły dyskusję o rozwiązaniach, które wcześniej pozostawały poza politycznym planem Londynu.

Charles Michel, były przewodniczący Rady Europejskiej, uważa, że ewentualna brytyjska propozycja spotkałaby się w Europie z gotowością do rozmów.

Zastrzega jednak, że dobra wola nie oznacza zgody na każde żądanie ani rezygnacji z zasad chroniących wspólny rynek.

W wywiadzie dla „The i Paper”, przeprowadzonym w Brukseli, Michel przekonywał, że Unia mogłaby rozpatrzyć stanowisko Wielkiej Brytanii „w dobrej wierze i z dobrymi intencjami”.

Warunkiem jest wcześniejsze wyjaśnienie przez Londyn, jakiej relacji z europejską wspólnotą rzeczywiście oczekuje.

To ocena polityka, który obserwował brexit z bliska. Gdy Brytyjczycy głosowali w referendum w 2016 roku, Michel był premierem Belgii, a później jako przewodniczący Rady Europejskiej uczestniczył w rozmowach z przywódcami Wielkiej Brytanii i państw UE.


Londyn musi najpierw zdecydować, czego chce

Michel nie przedstawia ewentualnego powrotu Wielkiej Brytanii jako przesądzonego scenariusza.

Jego zdaniem wypowiedzi Burnhama rozpoczynają przede wszystkim wewnętrzną brytyjską debatę, której wyniku Europa nie powinna z góry zakładać.

„To początek debaty w Wielkiej Brytanii” — powiedział były przewodniczący Rady Europejskiej.

Dalsze zbliżenie z Unią nie musi przy tym oznaczać ponownego członkostwa. Wielka Brytania mogłaby zdecydować się na pozostanie poza wspólnotą i jednoczesne pogłębienie współpracy, jeśli taki kierunek wybraliby Brytyjczycy.


Michel podkreślił, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej trudno było wyobrazić sobie tak wyraźnie rozwijającą się dyskusję o zbliżeniu z UE. Samą zmianę tonu uznaje za znaczącą, choć nie traktuje jej jako zapowiedzi nieuchronnego odwrócenia brexitu.

Jego wypowiedzi padły po tym, jak Burnham stwierdził, że wyjście z Unii przyniosło Wielkiej Brytanii „więcej szkody niż pożytku”. W przemówieniu na konferencji Partii Pracy premier obarczył brexit odpowiedzialnością za utratę kontroli nad gospodarką i imigracją oraz zapowiedział przedstawienie jeszcze w tym roku różnych wariantów bliższych relacji z UE.

Takie stanowisko oznacza odejście od podejścia Keira Starmera. Poprzedni premier opowiadał się za naprawą stosunków z Brukselą, ale wykluczał powrót do Unii, jednolitego rynku i unii celnej.

„The i Paper” wskazuje również na rosnące rozczarowanie skutkami brexitu i sondaże pokazujące przewagę zwolenników ponownego członkostwa.


Jednolity rynek pozostaje granicą ustępstw

Gotowość do wysłuchania brytyjskich propozycji nie oznaczałaby otwarcia negocjacji bez żadnych ograniczeń. Michel zaznaczył, że zasady, którymi Unia kierowała się podczas wcześniejszych rozmów z Londynem, nadal miałyby znaczenie.

Przestrzegł przed tworzeniem wrażenia, że rozwiązania odrzucane w przeszłości nagle staną się dopuszczalne. Szczególnie stanowczo odniósł się do ochrony jednolitego rynku.

„Nie możemy zaakceptować niczego, co osłabiłoby integralność jednolitego rynku” — podkreślił.

Według Michela Wielka Brytania mogłaby zgłosić chęć powrotu, uzależniając ją od określonych warunków. Część takich oczekiwań mogłaby jednak okazać się niemożliwa do przyjęcia przez państwa członkowskie, podczas gdy inne mogłyby stać się przedmiotem negocjacji.

Dlatego pytania o euro, strefę Schengen czy specjalne rozwiązania dla Wielkiej Brytanii nie powinny wyprzedzać podstawowej decyzji Londynu. Najpierw Brytyjczycy musieliby ustalić, do czego chcą dążyć, a dopiero później można byłoby rozmawiać o szczegółach.


Gdyby wybrali ponowne członkostwo, negocjacje musiałyby objąć praktyczne zasady powrotu, w tym ewentualne okresy przejściowe. Michel nie przedstawił jednak gotowego zestawu ustępstw ani warunków, które Unia miałaby zaoferować.

Niepewność na świecie sprzyja bliższym relacjom

Były przewodniczący Rady Europejskiej wiąże zmianę brytyjskiej debaty także z sytuacją międzynarodową. Referendum brexitowe odbyło się w innych realiach niż obecne, naznaczone konfliktami, napięciami geopolitycznymi i zakłóceniami gospodarczymi.

Przez dziesięciolecia Wielka Brytania i państwa Unii postrzegały sojusz transatlantycki jako trwały fundament swojego bezpieczeństwa i wpływów. Niepewność dotycząca przyszłości tej relacji skłania dziś Europejczyków do rozwijania własnych zdolności i szukania bliższej współpracy.

„Świat staje się coraz bardziej wielobiegunowy” — ocenił Michel.

Jego zdaniem w Wielkiej Brytanii pojawia się przekonanie, że ściślejsze związki z Europą pomogłyby zwiększyć międzynarodowe znaczenie kraju. Działanie w ramach większej wspólnoty postrzega jako sposób na wzmocnienie brytyjskiego wpływu w coraz mniej przewidywalnym otoczeniu.

W tym samym kontekście Michel mówił o zainteresowaniu Kanady bliższymi relacjami z Europą. Odniósł się przy tym do przywołanej przez „The i Paper” ubiegłomiesięcznej zapowiedzi unijnego „członkostwa stowarzyszonego”, łącząc ją z poszukiwaniem partnerów podzielających zasady dotyczące handlu, bezpieczeństwa, współpracy wielostronnej i ochrony klimatu.

Decyzja należy do brytyjskich wyborców

Michel przypomniał, że Unia zaakceptowała wynik referendum z 2016 roku, choć nie chciała odejścia Wielkiej Brytanii. Uważa, że podobny szacunek powinien towarzyszyć ewentualnej decyzji Brytyjczyków o zmianie kierunku.

Zobacz też:


Nie oznacza to jednak, że Bruksela powinna próbować wpływać na przebieg dyskusji. Według byłego przewodniczącego Rady Europejskiej wybór przyszłych relacji należy do brytyjskich obywateli, a Europa powinna pozwolić im samodzielnie przeprowadzić tę debatę.

Także sposób zatwierdzenia ewentualnej zmiany byłby sprawą Wielkiej Brytanii, z uwzględnieniem jej instytucji i realiów politycznych. Michel nie wskazał jednej wymaganej drogi podjęcia takiej decyzji.

Zapytany o ryzyko, że przyszły rząd konserwatystów lub Reform odwróciłby porozumienie, odpowiedział: „To polityka i demokracja”. Jak zaznaczył, Unia nie domagałaby się gwarancji wykluczających zmianę stanowiska przez kolejny brytyjski rząd.

-
 
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Czytaj poprzedni artykuł:
Barclays likwiduje 5000 miejsc pracy. Bank w Wielkiej Brytanii coraz mocniej stawia na AI
 Czytaj następny artykuł:
Amazon zapowiada 30 tys. miejsc pracy w Wielkiej Brytanii. Bez CV, ze stawką od 15,10 GBP